Bydło zakażone białaczką sprzedał elbląski hodowca rolnikom z centralnej Polski. Prokuratura ustala, czy zwierzęta zostały sprzedane na rzeź czy do hodowli.
Rolnicy spod Ostrowii Mazowieckiej kupili ponad 20 sztuk bydła od elbląskiego hodowcy. Tymczasem ponad rok temu u zwierząt z elbląskiej zagrody weterynarz wykrył białaczkę bydlęcą.
Bydło zarażone białaczką można sprzedać tylko na rzeź, a nie do hodowli.
Hodowca, który sprzedał bydło, jest weterynarzem. Twierdzi, iż informował nabywców, że jałówki mogą być zakażone białaczką.
- Kupili te sztuki po tysiąc złotych. Już sama cena bydła mówiła, że sprzedaję im sztuki rzeźne – tłumaczy hodowca. – Sztuka hodowalna kosztuje od 5 tysięcy złotych.
Rolnicy twierdzą, że weterynarz wystawił im zaświadczenie, iż bydło jest zdrowe.
- Wystawiłem im takie zaświadczenie, ale nie było w nim napisane, że bydło jest wolne od białaczki – dodaje hodowca.
Prokuraturze nie udało się na razie ustalić, czy rolnicy wiedzieli, że kupują zarażone bydło.
- Na razie wiemy na pewno, że te transkacje miały miejsce – przyznaje Jerzy Waryszak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Elblągu. – Nie ma też wątpliwości, że ich przedmiotem było bydło uznane za zakażone białaczką bydlęcą.
Autor artykułu: Ingrid Hintz